nr 7/2006
Luiza Łuniewska

Dziewczyny z bursy

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Wystarczy łóżko we wspólnej sali, bilet miesięczny i fachowa pomoc w znalezieniu pracy. Tak niewiele trzeba, by zmienić życie dziewcząt z popegeerowskich wsi.

Pomysł był prosty: zabrać dziewczyny z rodzinnych miejscowości, gdzie na pracę nie mają szans, i przywieźć do Warszawy. Potem pomóc napisać CV, przygotować do rozmowy kwalifikacyjnej, doradzić, jak się ubrać i umalować, by wyglądać, jak przystało na stolicę. Reszta miała już zależeć od ich pracowitości, wytrwałości i obrotności.

- Mamy gospodarstwo w Szymanowie na Warmii. Spotykałem tam wielu młodych ludzi, którzy chętnie by pojechali za pracą, ale nie mieli gdzie i za co przetrwać tych pierwszych miesięcy - opowiada ksiądz Mirosław Jaworski, dyrektor Caritas Archidiecezji Warszawskiej.

Z tych, którzy się odważyli, wielu lądowało w noclegowniach dla bezdomnych. Caritas AW akurat dysponował pomieszczeniami na bursę, a do spółki zaprosił AWRSP, obecną Agencję Nieruchomości Rolnych. Jej ówczesny prezes Adam Tański postanowił wesprzeć projekt finansowo, pod warunkiem że będzie on skierowany do dzieci z rodzin popegeerowskich.

- To wspaniała inicjatywa - mówi Grażyna Kapelko z ANR. - Niestety, obecnie ustawodawca ograniczył nasze możliwości pomocy młodzieży z terenów popegeerowskich. Bursę Promocji Zawodowej wspieramy tylko dlatego, że wcześniej zawarliśmy wieloletnią umowę.

W 2001 roku ksiądz Jaworski ściągnął do stolicy zakonnicę, która kierowała akademikiem KUL-u, miała więc doświadczenie w dowodzeniu babińcem. Szybko przygotowała projekt programu. Przekonała księdza dyrektora, by do pracy z dziewczętami zatrudnić także młode kobiety po psychologii, pedagogice i z kwalifikacjami doradcy zawodowego.

W mroźny zimowy wieczór pod siedzibę Caritasu Archidiecezji Warszawskiej zajechały dwa autokary: jeden z Mazur, drugi z Pomorza. Wysiadły z nich dziewczyny z kilkuletnim stażem na bezrobociu, z bardzo biednych rodzin. W półbucikach, cienkich ortalionowych kurtkach, zalęknione. Wtedy organizatorzy uświadomili sobie, na co się porywają. Byli wzruszeni i pełni obaw: czy to wypali?

A jednak się udało. Z projektu skorzystało do tej pory ponad 500 dziewcząt. Większość z nich znalazła pracę. Pozostałe wróciły do domów. Ale niektóre z nich po pewnym czasie już na własną rękę przyjeżdżały do Warszawy. Zrozumiały, że to ich szansa. Inne szybko się usamodzielniały, a potem ściągały do stolicy rodzeństwo, koleżanki, narzeczonych, a nawet rodziców. Trudno więc powiedzieć, ile osób tak naprawdę znalazło pracę dzięki projektowi...

Przerywamy rozmowę, bo do bursy przyjechała właśnie nowa podopieczna. - Raczej: uczestniczka projektu - poprawia ktoś z personelu Bednarskiej. - Nasze dziewczyny to przecież dorosłe kobiety, mają od 18 do 25 lat.

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA