A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.
Dawno temu, w noc sylwestrową, spacerowałem po zamarzniętym Dunaju. Lód co jakiś czas trzeszczał niemiłosiernie, ale tłum ludzi, którzy po nim chodzili, niespecjalnie zwracał na to uwagę. Do czasu... W pewnym momencie jeden z bardziej dokazujących i głośnych mężczyzn zaczął krzyczeć. Obstępująca go gromadka znajomych odskoczyła, bo wpadł do lodowatej wody. Dopiero po chwili ktoś z boku dobiegł i rzucił mu szalik, dzięki któremu nieszczęśnik wykaraskał się z opresji. Ale Nowy Rok zaczął mu się raczej niewesoło, bo - taplające prawie zamarzniętą zawartością rzeki - buty nie nastrajały optymistycznie.
Taką przygodę, z sobą w roli głównej, przeżywamy, niestety, raczej wszyscy. Oczywiście inne są okoliczności, inaczej udaje nam się uniknąć większych kłopotów, ale też czasem głębiej w nie wpadamy. Nie dzieje się to w pierwszą noc Nowego Roku i na lodowej tafli, ale skutki są równie mrożące krew w żyłach.
Zwykle to ja nadwyrężam cierpliwość innych ludzi, a oni wyciągają do mnie dłoń, która niesie pomoc. Nie zawsze potrafię to zrozumieć. Podobnie jest z Bogiem. Dał mi w prezencie swojego syna, Jezusa. A na dowód tego, że ma mnie za swojego syna, wysłał jeszcze Ducha. Taki zwiewny, ale bardzo konkretny dowód, którego nie potrafię zrozumieć, a często też przyjąć.
Zresztą i przed nadaniem Dzieciątku imienia Bóg też mówił do nas dość często, choćby za pośrednictwem proroków. Ich słowa zapisane są w Księdze, a nasze czyny - też w niej utrwalone - świadczą o tym, że albo nie rozumieliśmy tego, co mówili, albo mieliśmy to za nic.
Skoro jednak Narodziny Jezusa są faktem, skoro mamy honor być dzięki temu dziećmi Boga, to muszę nauczyć się szanować czas, który w ten sposób zyskałem. Nie chodzi jedynie o moje życie tutaj, na Ziemi, ale o to, które czeka mnie po przekroczeniu granicy śmierci.
Jeśli chcę z tej szansy skorzystać, muszę rozpoznać drogę, którą pokazał Jezus. Nie ma innego wyjścia. Pasterze, kiedy wrócili ze stajenki, wielbili i wysławiali Boga. A ja? Umiem czytać, pisać, mam do dyspozycji sakramenty, przewodników duchowych i tradycję Kościoła. Tylko zamiast oddać Dzieciątku hołd wdzięczności, kręcę się wokół własnej osi, hałasuję i - mimo ostrzegawczych sygnałów - wpadam w lodowate zasadzki.
W tym szalonym pędzie życia warto przypomnieć sobie, jak zachowywała się dzisiejsza patronka, Święta Boża Rodzicielka. "Zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu". Jak bardzo chciałbym umieć brać z niej przykład...
Dobrze mieć takiego towarzysza, który kroczy obok. Który razem z tobą się zaśmieje albo uroni...
W pewnej starej legendzie uczeń zapytuje swojego duchowego mistrza: dlaczego wcześniej ludzie widzieli...
Geneza świąt Bożego Narodzenia jest głęboka i sięga zarania naszej cywilizacji. W liturgii Kościoła...
Tym razem hasłem przewodnim jest wierność – wierność swoim ideałom, wierność sobie,...
W przeddzień inauguracji obchodów 25. rocznicy beatyfikacji bł. Karoliny odbyła się...
„Mejd in Czajna”, czyli wspólna zabawa, a jednocześnie spotkanie z Kościołem katolickim w...

Rozpłakałam się... To jest świętość! A ja, taki obrzydliwy grzesznik, co wszystko ma,...
Nie bójcie się wyruszać w świat lżejsze od mydlanych baniek – przekonywała siostry. Panie...
O spotkaniu Jezusa i wierze Żydów mesjanistycznych z rabinem Frankiem Lowingerem rozmawia...
Tym razem hasłem przewodnim jest wierność – wierność swoim ideałom, wierność sobie,...
Niedawno przeczytałem pasjonującą książkę! Przywróciła mi nadzieję, że ludzie wciąż potrafią dzielić się swoimi doświadczeniami nie wstydząc się tego iż kierują ich one w stronę Boga. W książce „Ścieżkami wiary”, która ukazała się nakładem wydawnictwa JUT, znalazłem pocieszenie, radość i to, że na sens życia mogą składać się także pozornie niechciane i tragiczne wydarzenia. Każdy ma swoje camino! Z przyjemnością dowiadywałem się o życiu, miłości i wierze innych ludzi czerpiąc z nich inspirację do własnego życia!
Dodaj nową odpowiedź