nr 5/2008, s. 26-27
Marcin Jakimowicz

Krzycz!

Dodano: 20 maj 2008 r.

O rozwalaniu dachów, uzdrowieniu i chodzeniu z łóżkiem z Violain Aufauvre i Erikiem Huret rozmawia Marcin Jakimowicz

Violain Aufauvre i Eric Huret - członkowie francuskiej wspólnoty Dom Łazarza, która od 25 lat zajmuje się modlitwą wstawienniczą. W Domu Łazarza ludzie odzyskują duchowy wzrok.

Marcin Jakimowicz: O co proszą ludzie przychodzący do was po modlitwę?

Violain Aufauvre i Eric Huret: - Przez 25 lat modliliśmy się nad 12 tysiącami ludzi. To 12 tysięcy różnych przypadków. Wielu myśli, że ludzie przychodzą prosić przede wszystkim o uzdrowienie fizyczne! Nie! Przychodzą osoby załamane, w depresji, niepogodzone ze swą historią. Ważnym elementem naszej modlitwy jest podprowadzenie ich do tego, by wykrzyczały przed ikoną swój ból…

Wykrzyczały???

- Tak. Ten krzyk jest niesamowicie ważny. Bo wówczas człowiek nie pozostaje na poziomie tłumaczeń, kombinowania, usprawiedliwiania się, ale na jaw wychodzą jego prawdziwe emocje. W krzyku jesteśmy na poziomie bardzo głębokiego cierpienia. I to cierpienie pokazujemy jak na dłoni Bogu. Całą działalność wspólnoty oparliśmy na fragmencie Ewangelii o wskrzeszeniu Łazarza. A Ewangelista pisze wyraźnie, że gdy Marta i Maria spotkały Jezusa, krzyknęły: "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł". One nie mówiły: szkoda, że Cię nie było. Wiesz, Łazarz chorował, miał gorączkę. W greckim oryginale czytamy, że krzyczały.

Statystyczny polski katolik nie jest przyzwyczajony do modlitewnego krzyku.

- A przecież często w domu krzyczy: mam już tego dość!

Ale gdy zaraz potem klęka do modlitwy, to pobożnie składa ręce…

- Tak, to jakby duchowa schizofrenia. Często nie jest to nasza wina. Jesteśmy tak wychowani. Rozmawiamy z Bogiem grzecznie, bez emocji. Tymczasem w Biblii czytamy: "Biedak zawołał, a Pan go wysłuchał". On krzyczał: "Z głębokości wołam do Ciebie, Panie". Często w takich opisach znajdujemy greckie określenie krzyku zranionego zwierzęcia, ryku. Ewangelia zawiera opowieść o niewidomym żebraku, Bartymeuszu, który krzyczał: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!".

Jak bardzo musiało to bulwersować ludzi, skoro Ewangelista zanotował: "Wielu nastawało na niego, żeby umilkł"…

- Nas też dotyka ten krzyk. Często się go boimy. Ale to jest element walki duchowej. Widzimy, że to wołanie nas przerasta. Jesteśmy bezradni, a jedynym, który może pomóc, jest sam Bóg. Czekamy na Jego odpowiedź. Przykład? Trafiła do nas chora kobieta. Usłyszała od lekarza: Być może nie będzie pani mogła chodzić. Ta osoba przyszła do nas i zawołała: - Panie, nie chcę tego. Widzisz, że nie potrafię tego zaakceptować! Była zbuntowana, krzyczała, ale przecież przyszła z tym do Jezusa. Paradoks? Nie. To właśnie jej wiara sprawiła, że krzyczała!

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA