wokul

Z wyraźnym wskazaniem na plusy

Dodano: 4 styczeń 2010 r.

Mieszkańcy całej okolicy jakże często wyrażali nieprzychylność, bo przecież w na pozór spokojnym przygranicznym pasie miał się pojawić poprawczak, czyli siedlisko zła i demoralizacji. Zupełnie nie byli na to przygotowani.

Z zewnątrz to budynek osobliwy, podobnych chyba trudno szukać w Polsce. Od lat przylgnęła do niego nazwa "drapieżnik", chociaż aż tak wysoki nie jest. Kiedy go budowano ponad 100 lat temu, próbowano każdą z jego czterech stron połączyć z jedną porą roku. Ciekawy pomysł. I tak jest do dzisiaj - każda strona jest inna. Jego wnętrze stwarza niezapomniany klimat, bo wybudowały go we wschodnim stylu mniszki prawosławne. Próżno jednak w obecnych murach szukać rozmodlonych kobiet ubranych w długie habity. Próżno nadstawiać ucha w nadziei, że usłyszy bizantyjskie śpiewy. Dzisiaj pewnie zdecydowanie łatwiej usłyszeć niewybredne, a nawet niecenzuralne słowo, bo uduchowione przed laty mury teraz zamieszkują chłopcy, którym życie mniej lub bardziej się pokręciło. Kradzieże, wagary i inne "kolizje" z prawem sprowadziły ich do mieszczącego się teraz tutaj ośrodka wychowawczego. Nowym mieszkańcom daleko do skupienia i wewnętrznego ładu właściwego pierwszym właścicielkom "drapieżnika". Jednak i oni się starają.

Jestem na dużej sali o wyjątkowej akustyce. Chociaż siedzę po przeciwnej stronie sceny, słyszę każdy dochodzący z niej szmer. Niesamowite wrażenie - wydaje się, że mówiący ze sceny siedzą obok ciebie. Trwają jasełka. Aktorami są wychowankowie, wolontariusze z Albanii, którzy od jakiegoś czasu właśnie tutaj uczą się być wychowawcami, oraz wychowawcy. Wszystko idzie naprawdę sprawnie. Na sali zaś stoły ustawione w podkowę z wigilijnymi potrawami, a przy nich ubrani w białe koszule pozostali wychowankowie ośrodka, ich wychowawcy oraz inny personel. Poczułem święta, chociaż do nich jeszcze kilka dni.

Już gromkie brawa. Muszę wyjść, bo zajrzałem tu tylko na chwilę. Na zewnątrz dopada mnie siarczysty mróz i jednak wzruszenie. Widziałem coś, na co nie byłem przygotowany. W jednej chwili przypominałem sobie różne opinie, które towarzyszyły powstawaniu ośrodka kilka lat temu. Mieszkańcy całej okolicy jakże często wyrażali nieprzychylność, bo przecież w na pozór spokojnym przygranicznym pasie miał się pojawić poprawczak, czyli siedlisko zła i demoralizacji. Zupełnie nie byli na to przygotowani. I jeszcze za tym wszystkim stali zakonnicy, wobec których wielu ludzi było bezwzględnych. Ośrodek jednak zmieniał się z każdym rokiem, chłopców było coraz więcej.
- Po co tyle pieniędzy przeznaczać na nierobów, złodziei i kryminalistów? - pytali pobożni ludzie przybywający w każdą niedzielę do sanktuarium oddalonego od kościoła o jakieś 30 metrów. Znaleźli się również i księża, którzy twierdzili, że resocjalizacja nastolatków to strata czasu, a zakonnicy powinni się zająć dobrą młodzieżą.

Ci zaś zamieszkali z chłopcami pod jednym dachem, umieszczając swoje pokoje w strukturze całego domu. Do dyspozycji wychowanków są przez cały czas. Chodzą z nimi do pracy, karmią konie, porządkują teren, odprawiają msze, spowiadają, jeżdżą na wakacje. W tym wszystkim wspierają ich także świeccy, bo dzisiaj dom wychowawczy w Różanymstoku prowadzony przez salezjanów to także spory zakład pracy.

Takie domy przywracają nadzieję, a jednocześnie uczą pokory, bo uświadamiają, jak wielką rolę w wychowaniu odgrywa wiara i otwarte serce.

Mróz nadal skrzeczy, a ja wciąż ważę. Nie można żyć wyłącznie zachwytem, przecież za kilka dni znowu któryś z chłopców może uciec, wykręcić jakiś numer. Czy to jednak znaczy, że minusy mają wziąć górę nad plusami, których na każdym kroku aż nadto?

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA