Przytulam się do ciepłego nagrobka, smakuje ziemią, kiedyś tu
przyjdę i nie zapłaczę, teraz jednak patrzę na spierzchnięte grudki
i czuję, że to we mnie rośnie, że pęcznieje - za chwilę udusi.
Uduszę się wrzaskiem, uduszę się milczeniem, zagryzam wargi.
W myślach podaję ci czereśnie, lecz ty przecież zbierasz zawsze
tylko maliny, więc proszę, nie przestawaj czytać, albo opowiedz,
jak tam było. Tyfus? Golenie głów, posypywanie na znak pokuty
popiołem najbliższych - bo ziemia zbyt twarda, by zakopać.
Wysokie sosny i gęsta tajga, chaszcze po pas, ale tam twoje życie,
tam jeżyny, rąbanie drewna i komary, które na pewno cię zeżrą.
Nie znałam twojej rodziny, matki, urodzonej tego dnia, co ja,
dobrego męża, ojca zaginionego gdzieś na rozdrożach armia-dom.
Wiem tylko, że pachniałeś łąką i płynem "kokolino", który
intensywniał, gdy częstowałaś ciepłem.
Dlatego nie będzie opamiętania. Nie zrozumiem, że cię nie ma.
Że zjadły cię robaki i już nigdy nie będzie twojego wyjścia
na werandę, ani nie powiesz nigdy: nazbieraj mi dziurawcu.
Minął rok, odkąd umarłyśmy.
Mówili do mnie: "Eviva l'arte
Lecz jaka sztuka żyć może we mnie?
Żadna. Tak, żadna,
nie żyje bez Ciebie.
Mówili do mnie: "Carpe diem!"
Lecz jakie mam chwytać dnie?
Żadne. Tak, żadne,
nie warte - bez Ciebie
Mówili do mnie: "Wzlatuj nad poziomy!"
Lecz jakie poziomy dobre są dla mnie?
Żadne. Tak, żadne.
Sama dobra nie jestem - bez Ciebie.
Dni mijają coraz wolniej
Aż w końcu mija rok, i pytam się...
Gdzie się podział ten czas?
Dni nie mijają nigdy.
To ja przemijam w pogoni za tymi udanymi chwilami,
jakich brak.
Dni nigdy nie było.
Bo oddałam je światu. Oddałam je Tobie.
Dni to bajka. Taka sama jak ja.
A prawda to słowa. Z których zbuduję mój świat.
Dzięki...
za małe szczęścia
za każdy życia krok
za dobrych ludzi
i za to...
że jestem.
Byłam.
I pewnie będę.
A kiedy się wypalę,
dzięki Ci i za to.
I za wszystko co następne,
wieczne,
niewiadome.
Rzucają w siebie bilonem i kamieniami
Wybuchają w niebo bomby i petardy
Strzelają w dziesiątkę i w bijące serca
Płaczą ze szczęścia i głodu
Umierają w domach i pod mostami
Wyciągają ręce do Boga i ludzi
Razem tworzą milenium
Nowe tysiąclecie zła i beznadziejności
Koniec świata? Nie!
Bo jeszcze chcemy być ludźmi.

Zgadzam się z autorem. I bardzo dobrze, że z tą miłością jest jak jest, bo gdyby zależała...

Dzięki. :) Być może takie badania już są, warto poszperać w socjologii. :)
– Proszę nacierać nadgarstek wodą święconą. Taką terapię polecił pewnej kobiecie...
Dość często słyszę z ust polityków, ekonomistów, socjologów, że świat zmierza do tego,...
Dodaj nową odpowiedź