Karolina Konikowska

Świąteczne déjà vu

Dodano: 18 kwiecień 2011 r.

Człowiek, myśląc o swoim życiu i nieudolnych próbach walki ze słabościami, patrzy z wybałuszonymi oczami na Boga i pyta: jak to…? Jak to możliwe, że wszechmocny Bóg oddał Swojego Syna, żeby mnie ocalić?!

Znów to samo. Wszystko się powtarza. Rok liturgiczny się nie zmienił – cechuje go cykliczność. Więc przez analogię z rokiem ubiegłym, możemy się spodziewać tych samych rzeczy w trakcie przygotowań do Świąt tegorocznych. Tak samo jest sprzątanie, mycie okien, robienie zakupów. Tak samo ludzie się denerwują, stojąc w kolejkach do kas. Tak samo, jak w zeszłym roku, było nam trudno podjąć jakiekolwiek postanowienie wielkopostne, a tym bardziej trudno w nim wytrwać, co dowodzi jedynie słabości człowieka. Załamać się można.

Kościół wychodzi naprzeciw ludzkiemu nieszczęściu, oferując te same, standardowe nabożeństwa – Drogę Krzyżową i Gorzkie Żale. Człowiek uczestniczy w nich, czasem tylko dlatego, że się boi o swoje życie i swoją przyszłość. A czasem i łza się w oku zakręci, ze jeszcze jest jakaś wielka niepojęta. Są też rekolekcje – czas szczególnego przygotowania do wewnętrznego oczyszczenia przed spotkaniem z sacrum – czymś znacznie większym od człowieka, groźnym, ale i pociągającym. I kiedy to budzące strach i fascynację sacrum zbliża się wielkimi krokami, to z reguły ludzkość zaczyna uciekać w popłochu albo przynajmniej zamiera w duchowym bezruchu. Człowiek, myśląc o swoim życiu i nieudolnych próbach walki ze słabościami, patrzy z wybałuszonymi oczami na Boga i pyta: jak to…? Jak to możliwe, że wszechmocny Bóg oddał Swojego Syna, żeby mnie ocalić?! To jakiś absurd! To ja nie mogę wytrwać w moich postanowieniach wielkopostnych, a Bóg zawiśnie po raz któryś na krzyżu, żeby mnie ocalić?! Tę prawdę możemy chyba jeszcze jakoś oswoić. Ale nie potrafimy pojąć, dlaczego Bóg czeka na nas każdego roku. Jak to: nie znudziło mu się. Ręce mu nie opadły. Ręce Boga wciąż wyciągnięte w kierunku ludzkości, którą chce przytulić.

Ale w Świętach jest coś jeszcze. Jest mycie nóg w Wielki Czwartek. Jest zakrywanie fioletowym płótnem krzyża. Jest zawodzenie zniekształconych wiekiem strun głosowych podczas śpiewania „Któryś za nas…”. Jest też rzeka ludzi uderzająca w drzwi i okna kościołów w Wielką Sobotę. Są ładnie umalowane panie i eleganccy panowie. I nawet dzieci są jakby grzeczniejsze. Może czekają na zajączka? Jest też żarłoczność śniadania Niedzieli. Połykamy tony mięs i ciast i z tej radości, że Pan zmartwychwstał wlewamy sobie do gardeł butelki alkoholu. Rosnący brzuch i czerwona twarz robią z nas portret typowego sarmaty. Jeszcze tylko wypadałoby sobie zamówić obraz trumienny.

A co byśmy na nim zobaczyli? Wyrok Piłata? Upadki pod krzyżem? Niechęć Szymona? Umorusaną twarz na chuście zbitej z tropu Weroniki? Milczenie najbliższych, gdy już nie wiedzą, co powiedzieć i wiedzą, że ci nie pomogą? Upokorzenie, robienie idioty z homo sapiens? Śmierć widzisz? A może dezercję z pola walki, bo jest już po wszystkim i wszystko na nic.

Bryan Adams śpiewa:

„Spójrz mi w oczy, a zobaczysz
Ile dla mnie znaczysz
Przeszukaj swoje serce, przeszukaj swoją duszę,
a kiedy mnie znajdziesz, szukać już nie będziesz
Tylko mi nie mów, że nie warto
Spójrz w swoje serce, a zobaczysz
Że nie ma w nim nic do ukrycia
Weź mnie takiego, jakim jestem, weź moje życie
Oddałbym ci je w całości, ofiarowałbym ci je […]
Ty wiesz, że to prawda, że wszystko, co robię, robię dla ciebie…”

Angielska wersja tej piosenki jest, jak sądzę, dobrze znana wielu ludziom. Kiedy tłumaczę i analizuję jej słowa, na myśl przychodzi mi Chrystus – zmęczony i żebrzący naszej miłości. Oczywiście nie wszystkie wyrazy oddają sens chrześcijaństwa, chociażby to: „I’d lie for you” (skłamałbym dla ciebie – przyp. tłum.) oraz tryb warunkowy, a to dlatego, że dla Jezusa nie ma żadnego warunku. On JUŻ oddał swoje życie, bo aż tyle dla Niego znaczę. On chce mi pokazać, że nie ma miłości poza Nim. Mówi do każdego człowieka: kiedy Mnie znajdziesz, nie będziesz już szukać. Podobnie, jak powiedział do Samarytanki – nie będziesz już pragnąć, bo dam ci pić wody żywej.

Sądzę, że Chrystus nie chciałby, żeby nasze Święta dopełniły się śniadankiem niedzielnym. A jeśli nasza wiara przypomina jajeczko wielkanocne, to zapewne jest pożywna. Ale czym nas żywi?

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA