Wokul

Cisza trenera Wenty

Dodano: 6 luty 2009 r.

Kończy się transmisja z meczu o trzecie miejsce. Wśród pojawiających się obrazów jest jeden osobliwy. Bogdan Wenta.

fot. Sławek/wikipedia.org

Z czym kojarzy mi się ostatnia niedziela? Przede wszystkim z brązowym medalem naszych szczypiornistów. To były wspaniałe chwile. Nie obyło się także bez rosnącego napięcia spowodowanego niepewnością o wynik, kiedy w drugiej połowie Duńczycy zaczęli naszych dochodzić. Odpowiedź "orłów" były jednak zdecydowana, wręcz miażdżąca. Po końcowym gwizdku już tylko feta, rzucanie się sobie w objęcia, gratulacje. Na pewno hałas, bo chyba trudno świętować trzecie miejsce na mistrzostwach świata bez krzyku, bez wyrzucenia z siebie całej nagromadzonej wcześniej energii, bez tego czekania - w napięciu - na końcowy wynik, na spełnienie się... marzeń.

Co w takim wypadku robią operatorzy kamer? Gonią za zawodnikami, trenerami, działaczami, widzami. Tyle ciekawych ujęć można chwycić: rozdarte buzie, oszklone od wzruszenia oczy. Ponadto widok to niebywały, kiedy potężni - prawie dwumetrowi (a nawet ponad) - mężczyźni rzucają się sobie w objęcia, skaczą w kółku, wykrzykują.

Jednak nie ten obraz utkwił mi w pamięci.

Realizatorzy często pokazują trenera naszych piłkarzy ręcznych. To wysoki facet. Kiedy udziela wywiadu zawsze lekko musi się zgarbić, bo do mikrofonu "ma daleko". Bogdan Wenta w czasie meczu przeradza się w wulkan. Gestykuluje, biega, krzyczy, podpowiada, ochrypłym głosem w czasie przerw czasami w bardzo ostrych słowach - także tych niecenzuralnych - udziela zawodnikom reprymendy. I jemu zdarzają się żółte kartki. Emocje, emocje, emocje.

Kończy się transmisja z meczu o trzecie miejsce. Wśród pojawiających się obrazów jest jeden osobliwy. Nie dziwią mnie uniesione ręce, nie dziwi mnie okazywana radość. I choć obrazy są nieme, to są bardzo głośne. Z wyjątkiem jednego. Trener Wenta schyla głowę, czyni znak krzyża, składa ręce i coś mówi. Też niemy obraz, ale tyle w nim ciszy. Kilka gestów pana Bogdana, które wyraziły chęć oderwania się - przynajmniej na chwilę - od tego całego zgiełku. To właśnie ten obraz najbardziej został w mojej pamięci. Może dlatego, że tak bardzo zaskoczył, że był taki nieoczekiwany, taki - przynajmniej dla mnie - nadzwyczajny. Podziwiałem polskiego trenera za to, że tak szybko się otrząsnął, że tak szybko sobie wszystko poukładał. Że tak szybko... pamiętał. Że nie czekał do wieczora, do jakiegoś "oficjalnego" spotkania z Nim. W rozkrzyczanej hali już teraz "zbudował" sobie kapliczkę.

Piękny jest sport. Potrafi ożenić ducha z ciałem. Potrafi zmotywować do ciężkiej pracy. Ponadto pomaga rozwijać cnotę uczciwości, szacunku, szlachetnego współzawodnictwa. Wiem, że te słowa zdają się dzisiaj brzmieć nieprawdziwie i patetycznie. Zawsze jest jednak czas, aby wrócić do korzeni. Wolę myśleć o takich pięknych obrazach, jak ten po zdobyciu przez Polaków trzeciego miejsca w Chorwacji, niż gorzknieć przy czytaniu kolejnych informacji o korupcji i stosowaniu środków dopingowych.

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA