Uważam, że wiara jest sferą intymną i głęboką. Jest skarbem człowieka, a skarbu się nie ośmiesza.
- Od parodii jest wielu lepszych ode mnie fachowców. Daję publiczności tylko sygnał. Powołując się np. na Lecha Wałęsę, pozornie mówię jego językiem, zresztą niezwykle barwnym, a tymczasem jest to tylko punkt wyjścia. Łatwiej mi krytykować i wziąć "pod but" głosem Wałęsy niż swoim, bo mógłbym się spotkać z zarzutami, że prezentuję swoje stanowisko albo, że chcę kogoś przeciągnąć na prawo lub lewo. Tak naprawdę zmierzam do czegoś innego. Zaczynam mówić jego głosem, a potem wracam do swojego.

- Przeszliśmy szkolę w telewizyjnym serialu "Polskie ZOO". W programie tym każdy z aktorów odgrywał inną postać. Czasem trzeba było kolegów, pod ich nieobecność zastępować, potem się postacie mnożyły, mnożyły aż każdy niechcący stal się wykwalifikowanym sobowtórem kilku polityków.
- Na pewno nie. Próbuję serwować dawkę, która jest do strawienia, a uważam, że część przeżutego pokarmu zostaje w organizmie. Taką mam nadzieję. Czytam gazety, słucham informacji i co jakiś czas "kapnie" mi jakaś głupotka, którą próbuję troszeczkę rozdmuchać. Chcę pokazać ludziom, że polityka jest służbą społeczną i jeśli ktoś się do tej służby nie nadaje, to na przyszłość może go lepiej nie wybierać.
- W końcu jestem aktorem. Kiedyś grałem etatowo w teatrze, natomiast od jakiegoś czasu wybrałem działalność satyryka estradowego i występuję nawet solo. Przygotowuję się do tego poważnie, nie chodzę i nie śmieję się bez sensu, ani nie jestem duszą towarzystwa, wręcz przeciwnie - bywam raczej zamknięty, by eksplodować na scenie.
- Tak. Z Kalisza, miasta św. Józefa.
- Nie, chodziłem do kościoła św. Mikołaja. Natomiast do św. Józefa rzadko chadzałem, aczkolwiek, kiedy umawiałem się na randki przechodziliśmy obok tego sanktuarium, bo w pobliżu jest park.
- Powiem szczerze, że nie odczuwam porzeby tzw. patrona jako takiego. Nie chcę się odwoływać do jednego, aby mnie przeprowadzał przez życie. Jeśli będzie mnie prowadził jeden święty, to co z resztą? Niech mnie prowadzą wszyscy święci, tak będzie najlepiej.
- Niemożliwe. Gdzie pan to widział?
- Nie, księży nie ośmieszałem. Kiedyś miała miejsce awantura o przedstawienie tabernakulum, w którym pokazał się Cimoszewicz jako szakal. To zostało źle odczytane. Tam był pewien kontekst, który parę osób zrozumiało wprost. A tu nie chodziło o tabernakulum czy o ołtarz, ile raczej o zachowanie Cimoszewicza. W swojej satyrze nie dotykam wiary jako takiej, nie dotykam Kościoła, mimo że kilka razy powołuję się na Ojca Świętego, ale to w kontekście, który zdradza zachowania polityków. Przedstawiam Ojca Świętego jako opokę, przed którą się ludzie zmieniają. Powiem więcej, zmieniają maski, mimo że kiedyś np. mieli inne poglądy, żyli w innej wierze lub bez wiary. Osoby Ojca Świętego nie odważyłbym się ośmieszyć.
- Nie poruszam tego problemu dlatego, ponieważ uważam, że wiara jest sferą intymną i głęboką. Jest skarbem człowieka, a skarbu się nie ośmiesza.
Rozmawiał i rysował TYTUS BYCZKOWSKI
Festiwal Młodzieży Bez Granic już po raz trzeci odbędzie w Salezjańskim Ośrodku...
„Pokolenie 89” – czymkolwiek by nie było – ma wreszcie szansę, by przemówić własnym...
Tylko Georg Ratzinger zna wszystkie przyzwyczajenia, słabości i tajemnice swojego...
Seria „Jan Paweł II objaśnia Pismo Święte”, która ukazuje rozległą panoramę papieskiego...
Pierwszą ofiarą wojny jest prawda – czytamy w napisach na początku „5 dni wojny”. To...
Pięćdziesiąt lat temu zmarł Andrzej Bursa, poeta niedoceniany za życia, ale też opacznie...
O pożegnaniu ze spowiedzią, z którego nic nie wyszło, z Jackiem Borusińskim z Mumio...
Dodaj nową odpowiedź