"Myślę, że On w nim był przez cały czas obecny, tylko to ja od niego odszedłem. Używanie życia nie jest niczym innym, jak odejściem od Jego zasad i Jego nauki. Ucieka się od moralności, a w życie zakrada się liberalizm."
— Stan wojenny dał mi absolutorium i był doskonałą puentą działalności kabaretu Tey.
— Nie, wtedy bowiem dopiero rozpocząłem życie, a skończyłem używanie życia. Bowiem przekroczyłem zupełnie inny próg, i otworzyły się przede mną inne drzwi. Poza tym wiem, że ciągle jestem w sercach wielu ludzi, i to mi wystarcza.
— Gwiazdą jest się tak długo, jak długo mówi się sobą i jak długo jest się sobą. Myślę, że prawdziwa gwiazda to jest taka, która od prawdy nie odejdzie i tę prawdę mówi wpierw sobie, a potem dzieli się nią z ludźmi. Mówię oczywiście o prawdzie przez duże P.
— Myślę, że On w nim był przez cały czas obecny, tylko to ja od niego odszedłem. Używanie życia nie jest niczym innym, jak odejściem od Jego zasad i Jego nauki. Ucieka się od moralności, a w życie zakrada się liberalizm. Człowiek luzuje siebie poprzez używanie alkoholu, nikotyny i innych używek, co prowadzi do kompletnego braku odpowiedzialności za swoje czyny. Wtedy widzi się dno swojego życia, i ja to swoje dno zobaczyłem. To co zobaczyłem, mnie przeraziło. Tak więc powróciłem do Jego zasad. Postanowiłem, że chcę być po prostu sobą. To wymagało ode mnie wielkiej odwagi, ale wyszło mi to na zdrowie. Jestem wielkim szczęściarzem, od Pana Boga otrzymałem drugą szansę, otrzymałem dar wiary, bez niej niczego bym nie dokonał.
— Rodzina rzeczywiście na początku była przerażona tym wszystkim, gdyż nie wiedziała i nie rozumiała, co tak naprawdę ze mną się dzieje. Do tego wielu nieustannie moją żonę "uprzejmie informowało", że mi najzwyczajniej w świecie odbiło. A ja przeżywałem najpiękniejszy moment swojego życia. Bo w życiu jest tak jak w skokach narciarskich. Każdy może wejść na skocznię, przypiąć sobie narty, usiąść na ławeczkę, wystartować, wykonać skok i polecieć. W tym locie można mieć różne momenty przemyśleń - co dalej? Najważniejszym jednak momentem jest zetknięcie z ziemią i ustanie. Czyli tak wylądować, by wszystko to co zrobiłem zostało zaliczone.
— Przyznam się szczerze, że wówczas w ogóle mnie to nie interesowało, bowiem byłem bardzo skupiony nad swoją przemianą wewnętrzną. Po jakimś czasie jednak zaczęły do mnie dochodzić słuchy, że ci, którzy byli najbliżej mnie, twierdzili: Zenek chory jest, odbiło mu, jest psychiczny. Inni zrozumieli, że nadszedł dla mnie ten ostatni moment, by dorosnąć i dojrzeć emocjonalnie. Byli i tacy, którzy zauroczeni mówili: Zenek, cholera, że też ty to potrafiłeś!
Festiwal Młodzieży Bez Granic już po raz trzeci odbędzie w Salezjańskim Ośrodku...
„Pokolenie 89” – czymkolwiek by nie było – ma wreszcie szansę, by przemówić własnym...
Tylko Georg Ratzinger zna wszystkie przyzwyczajenia, słabości i tajemnice swojego...
Seria „Jan Paweł II objaśnia Pismo Święte”, która ukazuje rozległą panoramę papieskiego...
Pierwszą ofiarą wojny jest prawda – czytamy w napisach na początku „5 dni wojny”. To...
Pięćdziesiąt lat temu zmarł Andrzej Bursa, poeta niedoceniany za życia, ale też opacznie...
O pożegnaniu ze spowiedzią, z którego nic nie wyszło, z Jackiem Borusińskim z Mumio...
Dodaj nową odpowiedź