- Moje lwowskie dzieciństwo bardzo sobie cenię, choć przeżyłem w nim zaledwie dwanaście lat. W żadnym innym mieście nie odebrałbym takiej poglądowej lekcji życia - miałem okazję zobaczyć wszystkie oblicza komunizmu. Gdy w 1941 roku wojska niemieckie wkroczyły do Lwowa, bardzo szybko przekonałem się, że faszyzm i komunizm to równorzędne i najbardziej zbrodnicze systemy XX wieku. Lwów kojarzy mi się również ze straszliwymi widokami, jakie dostarczyły nam otwarte przez hitlerowców bolszewickie więzienia.
Jednak Lwów to także pewien czas beztroskiego dzieciństwa. Pochodzę z inteligenckiej rodziny, mój ojciec był lekarzem, mama aktorką. W tego typu rodzinie do dobrego tonu należała nauka pozaszkolna, więc kazano mi się uczyć gry na fortepianie. Ta nauka muzyki była dla mnie przekleństwem. Zresztą w tej materii nie wykazywałem żadnych zdolności. Wolałem z kolegami włóczyć się po mieście.
Ormianie, Żydzi, Ukraińcy, Polacy wszyscy ze sobą wspaniale współżyliśmy, tego również nauczył mnie Lwów.
- Poszedłem do rzeszowskiej szkoły i, o dziwo, polubiłem muzykę. Kazimierz Mirski, mój ukochany nauczyciel, pozwolił mi grać muzykę współczesną i tak jak klasycy w ogóle mnie nie interesowali, tak współcześni kompozytorzy niezwykle podziałali na moją wyobraźnię. W tym czasie moja owdowiała mama powtórnie wyszła za mąż. Ojczym mój pisywał piosenki, i tak ku mojemu zdziwieniu okazało się, że kompozytor to człowiek z krwi i kości, a nie tylko ktoś, kto od wielu wieków siedzi na niebiańskiej chmurze. Obserwując ojczyma, który siadał, brał ołówek i zaczynał pisać nuty, sam zacząłem też coś bazgrać na pięciolinii. Profesor Kazimierz Mirski bardzo serdecznie zachęcał mnie do tego i mówił: "wiesz, jak masz jakieś zdolności kompozytorskie, to co tam będziesz grał! Bycie kompozytorem to jest coś większego!". Nie wiem, czy jest to "coś większego", ale w każdym razie dzięki niemu odnalazłem swoją właściwą drogę życia, drogę kompozytora.
- Pewnie pani nie uwierzy, ale ta niemoc zdarza mi się bez przerwy! I to nie jest żadna kokieteria z mojej strony. Gdy przychodzi, to wcale się nie denerwuję, po prostu czekam na pomysły. Na szczęście, w tej niemocy nie jestem odosobniony.
Kiedyś żartem powiedziałem, że ja piszę tylko te utwory, które się udają, bo na te nieudane szkoda czasu. Poważnie mówiąc, kiedyś przy konfesjonale pewien ksiądz powiedział mi bardzo proste słowa: wiara to jest falowanie. Ma wzniesienia i doliny. Tak samo jest z moją twórczością. Czekam zawsze na takie pomysły, które czuję, że są żywe, oryginalne i moje. W związku z tym pisuję dość rzadko. Pociesza mnie fakt, że moi koledzy o wielkich nazwiskach także nie zawsze wywiązują się z podjętych zobowiązań, bo przeczekują wielkie odpływy inwencji twórczej. Może tylko tacy geniusze jak Bach czy Mozart mogli swoje utwory komponować bez przerwy. Poza tym, co jeszcze można napisać... Właściwie już wszystko zostało powiedziane! Czy można napisać coś mądrzejszego niż Bach?! Czy można powiedzieć coś piękniejszego niż Dante czy Szekspir?! Czy można namalować coś wspanialszego niż Rembrandt?! Nie. Mam tę świadomość, że w sztuce już wszystko zostało powiedziane. Jeśli my dziś piszemy, to po to, aby przemówić do przeciętnego współczesnego człowieka. Trochę inaczej wygląda sytuacja z muzyką filmową, gdzie nie bardzo jest czas na zastanawianie się. Gdy piszę muzykę do filmu, który kosztuje miliony złotych, czy też dolarów, to nie mogę powiedzieć, że właśnie przeżywam kryzys inwencji twórczej. Ten rodzaj muzyki dyscyplinuje mnie, i nawet jeśli nie do końca jestem z niej zadowolony, to ją oddaję, bo nie mam wyjścia, tak jest w wielkim przemyśle biznesowym.
Festiwal Młodzieży Bez Granic już po raz trzeci odbędzie w Salezjańskim Ośrodku...
„Pokolenie 89” – czymkolwiek by nie było – ma wreszcie szansę, by przemówić własnym...
Tylko Georg Ratzinger zna wszystkie przyzwyczajenia, słabości i tajemnice swojego...
Seria „Jan Paweł II objaśnia Pismo Święte”, która ukazuje rozległą panoramę papieskiego...
Pierwszą ofiarą wojny jest prawda – czytamy w napisach na początku „5 dni wojny”. To...
Pięćdziesiąt lat temu zmarł Andrzej Bursa, poeta niedoceniany za życia, ale też opacznie...
O pożegnaniu ze spowiedzią, z którego nic nie wyszło, z Jackiem Borusińskim z Mumio...
Dodaj nową odpowiedź