„Uwikłanie” Jacka Bromskiego to jeden z najlepszych polskich kryminałów. Przedstawia obraz rzeczywistości, z jakim nie mieliśmy do czynienia w polskim kinie.
Jacek Bromski realizuje filmy różnorodne gatunkowo. Specjalizuje się w kinie popularnym, a szczególne wzięcie wśród widzów ma jego komedia „U Pana Boga za piecem” i jej kontynuacje. „Uwikłanie” nie jest pierwszym filmem kryminalnym w dorobku tego reżysera. W 1987 roku nakręcił udany, zrealizowany z nerwem dramat kryminalny „Zabij mnie, glino”. Prócz dynamicznej akcji uwagę widzów przykuwała psychologiczna rozgrywka pomiędzy przestępcą a ścigającym go policjantem.
Podstawą scenariusza „Uwikłania” stała się powieść Zygmunta Miłoszewskiego pod tym samym tytułem. Był do debiut pisarza w roli autora powieści kryminalnych. I to debiut, który przyniósł mu Nagrodę Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej książki kryminalnej i sensacyjnej w 2007 roku. Doskonale poprowadzona intryga i znakomicie nakreślone tło obyczajowe wyróżniały ją spośród innych polskich powieści tego gatunku. Nic dziwnego, że zainteresowała filmowców jako materiał na scenariusz filmowy. Zdarza się, i to nierzadko, że dobra książka zostaje na ekranie zarżnięta. Bywa też, niestety rzadziej, że z trzeciorzędnej powieści powstaje znakomity film. W wypadku powieści Miłoszewskiego film nie ustępuje książce. Jednak trudno porównywać pierwowzór literacki z ekranizacją, która rządzi się swoimi prawami. Podobnie jak w wielu innych adaptacjach, scenarzyści dosyć swobodnie potraktowali materiał wyjściowy. W powieści śledztwo prowadził prokurator Szacki, w filmie zastąpiła go kobieta, a akcję z Warszawy przeniesiono do Krakowa. Takich zmian, w gruncie rzeczy mało istotnych dla tych, którzy książki nie znają, jest więcej.
Wszystko rozpoczyna się jak w klasycznej powieści kryminalnej rodem z Agaty Christie. Mamy tu położony w pobliżu Krakowa luksusowy pensjonat i kilka osób biorących udział w prowadzonej przez psychoterapeutę Rudzkiego terapii grupowej. Rudzki stosuje kontrowersyjny rodzaj terapii metodą Berta Hellingera, tak zwane ustawienia rodzinne. Polega ona na tym, że symbolicznie ustawia się obcych ludzi na miejscu członków rodziny pacjenta. Nawiasem mówiąc, metoda Hellingera, byłego misjonarza, który 16 lat spędził na misji w RPA u Zulusów, a następnie wystąpił z zakonu, jest ostro krytykowana przez wielu psychoterapeutów.
Z nieufnością myślę o filmach, do których tuż po premierze lgną określenia typu: zdumiewający,...
"Pręgi" - film poruszający, głęboki, zmuszający do refleksji. Film, który niewątpliwie wyróżnia...
Film obfituje w ironiczne, niekiedy zabawne, acz zazwyczaj dwuznaczne dialogi (scenariusz Przemysław...
Festiwal Młodzieży Bez Granic już po raz trzeci odbędzie w Salezjańskim Ośrodku...
„Pokolenie 89” – czymkolwiek by nie było – ma wreszcie szansę, by przemówić własnym...
Tylko Georg Ratzinger zna wszystkie przyzwyczajenia, słabości i tajemnice swojego...
Seria „Jan Paweł II objaśnia Pismo Święte”, która ukazuje rozległą panoramę papieskiego...
Pierwszą ofiarą wojny jest prawda – czytamy w napisach na początku „5 dni wojny”. To...
Pięćdziesiąt lat temu zmarł Andrzej Bursa, poeta niedoceniany za życia, ale też opacznie...
O pożegnaniu ze spowiedzią, z którego nic nie wyszło, z Jackiem Borusińskim z Mumio...
Dodaj nową odpowiedź